Archiwa tagu: Terry Prattchet

Terry Prattchet, Neil Gaiman – „Dobry omen”

Zgodnie z Przenikliwym i Trafnym Proroctwem Agnes Nutter jedynej całkowicie wiarygodnej wróżki świat skończy się w sobotę. Dokładnie mówiąc: w najbliższą sobotę. Jeszcze dokładniej: zaraz po kolacji. A wieczorem zerwą się armie Nieba i Piekła. Zapłoną morza ognia. Księżyc okryje się krwawym całunem. I to jest główny kłopot Crowleya (byłego węża, dziś agenta Piekła) i jego przeciwnika, a zarazem starego przyjaciela Azirafala (autentycznego Anioła). Bo ni chcą być tu na dole (lub na górze, z punktu widzenia Crowleya). Nie mają więc wyboru – muszą zatrzymać Czterech Motocyklistów Apokalipsy. Ponad wszystko (zdaniem Azirafala: poniżej) najważniejsze jest, by zabić Antychrysta. Kłopot w tym, że ma on dopiero 11 lat, kocha swego piekielnego ogara i jest miłym chłopcem, z którego rodzice mogą być dumni.

352x500 (13) To było moje drugie spotkanie z Gaimanem, ale pierwsze z Pratchettem. Zapewne jeszcze długo nie sięgnęłabym po tego typu książkę, bo nie pałam miłością do fantastyki, a już tematy około apokaliptyczne kompletnie mnie nie interesują. Nie znam twórczości obu autorów na tyle, aby móc stwierdzić, które fragmenty czyjego autorstwa są, ale mam wrażenie, że jeden próbował prześcignąć drugiego w ilości absurdalnych dialogów, bohaterów czy paradoksów. Bohaterów było zbyt dużo, poczucie humoru kompletnie do mnie nie przemawia, chociaż nie można odmówić autorom pomysłowości – jeźdźcy apokalipsy na motocyklach, antychryst jako w sumie dobry chłopiec kierujący swoją bandą, przedstawiciele Nieba i Piekła, między którymi różnice są zatarte. Wyraźnie widać nawiązania i wyśmiewcze podejście do filmu „Omen” czy różnych apokaliptycznych wizji (zdziwionam, że antychryst nie miał na imię Damien). Kompletnie zbędne wydawały mi się postacie Armii Tropicieli Wiedźm – mdły Newton i obślizgły Shadwell.. Podsumowując: czytało mi się ją ciężko, a wrażenie, które we mnie wywarła po jej przeczytaniu to jedno słowo – chaos. I szaleństwo.