Archiwa tagu: Sarah Gruen

Sarah Gruen – „Woda dla słoni”

Porywająca opowieść o niezwykłej miłości i wielkiej przygodzie, która na zawsze odmieniła życie wszystkich bohaterów. Jacob Jankowski to żywiołowy student weterynarii, jego świat przewartościowuje wiadomość o śmierci rodziców. Pod wpływem impulsu rzuca studia i przyłącza się do wędrownego cyrku, który staje się dla niego zarówno zbawieniem, jak i piekłem na ziemi. Z determinacją próbuje odnaleźć się w tym pełnym skrajnych emocji świecie, sytuację komplikuje jednak uczucie do pięknej Marleny, żony charyzmatycznego tresera Augusta.

Woda dla słoni to mądra, wzruszająca i zabawna powieść, barwni bohaterowie i porywająca narracja wciągają bez reszty.

woda-dla-sloni-b-iext3909410 O „Wodzie dla słoni” usłyszałam pierwszy raz kilka lat temu, gdy na ekrany kin wchodziła jej ekranizacja z Robertem Pattinsonem w roli polskiego studenta weterynarii, Jacoba Jankowskiego i Reese Whiterspoon w roli Marleny, żony tresera Augusta i gwiazdy pokazu cyrkowego. Zwiastun nie zainteresował mnie jednak na tyle, by obejrzeć film, a nadal hołduję zasadzie, że jeśli istnieje książka, to najpierw sięgnę po nią, żeby nie psuć sobie obrazu.

Tylko krótki zwiastun wystarczył, by bohaterowie i tak mieli twarze aktorów ich odgrywających. W wyobrażeniu sobie scen i miejsc pomogły mi zdjęcia, które znajdowały się w książce. Wrażenie było niesamowite i przypomniały mi się wszystkie filmy, jakie kiedykolwiek obejrzałam o cyrku, a także moje osobiste wyprawy, kiedy miałam 8 lat i wchodziłam do niego za darmo.

Mimo tego, że tematyka cyrku nie jest powszechna i mało kto może pochwalić się takimi przeżyciami, jak Jacob Jankowsi, to Sara Gruen stworzyła takie postacie, że ich historie wydają nam się prawdziwe, wcale nie przerysowane (nawet jeśli coś wydaje nam się takie, to kilka chwil w wyszukiwarce google może nam potwierdzić, że i takie rzeczy zdarzały się w historii cyrku, o czym wspomina sama autorka na końcu książki).

Podobał mi się styl pisania autorki, pokazała duże poczucie humoru i niektóre dialogi były mistrzowskie. Historia toczy się powoli, zmierza ku wydarzeniom, które komplikują wszystko i po których już nic nie będzie takie samo. Czytelnik spodziewa się tego, ale i tak jest zaskoczony rozwojem wypadków.

Jedyny bohater, z którym się zżyłam, to 93 letni Jacob Jankowski. Jako młody weterynarz i pracownik cyrku nie wywoływywał we mnie zbyt wielkich emocji, mimo tragedii, która go spotkała i szalonych uczuć, jakie nim targały przez cały ten okres. Uśmiech radości wzbudzała także Rosie, czyli słonica, która pozwoliła zakochanym na happy end. Bardzo podobało mi się natomiast zakończenie, bo szybciej spodziewałabym się śmierci Jacoba jako zgrabnego zakończenia tej historii. Okazało się jednak, że autorka pozostawiła tę furtkę otwartą..