Archiwa tagu: Matthew Quick

Matthew Quick – „Wybacz mi, Leonardzie”

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem… Pif-paf!

312699-352x500 Ludzie płacą za to, co robią, a w jeszcze większym stopniu za to, czym się stali. A płacą za to w bardzo prosty sposób – pozostałym życiem.

Jest to moja trzecia książka Matthew Quicka, po „Poradniku pozytywnego myślenia” i „Niezbędniku obserwatorów gwiazd” i zarazem, moim zdaniem, najsłabsza z nich.

Nie ukrywam, że pewne przemyślenia Leonarda – głównego bohatera, który pewnego dnia wyrusza do szkoły, by zabić swojego kolegę i siebie samego, po drodze wręczając niektórym prezenty – były mi bliskie i rozumiałam motywy, które nim kierowały. Choć nie byłam outsiderem w takim wymiarze, w jakim Peacock, to niektóre opisy poruszyły moją czuła strunę.

Ale czy ta książka rzeczywiście powinna być kierowana do młodzieży? Czegoś mi w niej brakowało. Powód krucjaty Leonarda był opisany po macoszemu, trochę na siłę. Nie podobał mi się też przekaz, który w pewnym momencie wybrzmiewał z tej książki – nie musisz się dostosować, pierdol to, najwyżej przyjdziesz do szkoły z pistoletem!

Listy z przyszłości byłyby ciekawym zabiegiem, gdyby nie były tak futurystyczne – a może to ja, nie lubiąca takich klimatów, nie za bardzo potrafiłam się w to wczuć. Opisane było to raczej dezorientująco – nie wiedziałam, czy to rzeczywiście opis przyszłości, sen, czy fantazja.

Leonard Peacock jest dziwny, zamknięty w sobie, opuszczony przez matkę i balansujący na granicy zdrowego rozsądku, rozpaczy i szaleństwa.

Zdaniem Herr Silvermana o pronazistowskie sympatie oskarżano również Walta Disneya, który  rzeczywiście chodził na spotkania nazistów, umieszczał antysemickie obrazy w swoich kreskówkach i przyłączył się do grupy, która dyskryminowała Żydów w branży rozrywkowej. Walt Disney! Trudno uwierzyć, jak wielu ludzi ma skrycie poglądy rasistowskie. Miliony poczciwych dzieciaków z całego świata przyjeżdżają do parków rozrywki Walta Disneya i znakomicie się bawią z całą rodziną – a wszystko to odbywa się według zamysłu sympatyka nazistów. Dlaczego prawie nikt o tym nie mówi? Herr Silverman twierdzi, że Disney chciał stworzyć utopię tak pociągającą, tak przekonującą, że nikt nie odważyłby się jej oprzeć. „Kogo wam to przypomina?”, spytał Herr Silverman, a my rozumieliśmy, że odpowiedź brzmi: Hitlera. Kilkoro uczniów miało za złe Herr Silvermanowi tego rodzaju porównania. Lori Sleeper zaprotestowała: „Dlaczego próbuje pan zniszczyć nasze dzieciństwo?”. Na co on odparł: „Wolałabyś nie wiedzieć, że Walta Disneya często oskarża się o sympatie nazistowskie?”. Lori Sleeper zawołała: „TAK!”, czym wprawiła mnie w lekkie przygnębienie, ponieważ widziałem, że naprawdę tak myśli. Chowanie głowy w piasek to niezwykle popularna strategia w mojej szkole. Można odnieść wrażenie, że nawet gdyby parki rozrywki Disneya zasilano energią generowaną przez niewolników sprowadzanych potajemnie z Afryki, ludzi skutych łańcuchami i zmuszonych do napędzania stacjonarnych rowerów podłączonych do generatorów prądu, ludzi chłostanych, zamykanych na noc w klatkach i niedożywionych – mieszkańcy Ameryki nadal przywoziliby swoje dzieci do Disneylandów. Dopóki nie musieliby oglądać na własne oczy chłostanych niewolników. Wystarczy ukryć okropieństwa, a większość Amerykanów przejdzie nad tym do porządku dziennego. Przygnębiające.

Książki Matthew Quicka przyciągają mnie swoimi ciekawymi okładkami. Zostaję przy nich dla interesującej, innej treści. Nie tylko dla młodzieży.

***

Książka przeczytana w ramach Książki Miesiąca na Pingerowym Klubie Książki 🙂 Dodana z poślizgiem, a już za tydzień Murakami i jego „zabiegana” książka!

Reklamy

Matthew Quick – „Poradnik pozytywnego myślenia”

352x500 (3) Zapewne wielu zapoznało się już z tą historią przy okazji Oscarów, ale ja jak zwykle uciekam od tego, co popularne i nagrodzone, więc sięgnęłam dopiero dziś.

Pat Peoples wychodzi ze szpitala psychiatrycznego i próbuje się pozbierać. Jest przy tym uroczy, konsekwentny, czasem agresywny. Uporczywie doszukuje się pozytywów, nie pamięta ostatnich czterech lat i próbuje odzyskać żonę, Nikki. Jak to robi? Ćwiczy, bo się zapuścił. Czyta klasyki, bo ona była nauczycielką, a jej znajomi nazwali go niedouczonym bufonem. Stara się być miły i nie stawiać na swoim. W międzyczasie łazi za nim Tiffany, czyli równie niepozbierana osoba po terapii. On ma natomiast depresję dwubiegunową, a my patrzymy na świat jego oczami. Chodzimy z nim na mecze, na terapię do Cliffa, tańczymy razem z Tiffany. Kibicujemy Patowi z całego serca, bo jest taki naiwny, dobroduszny, prosty.

Film ukradła postać Tiffany, a zdradzenie istotnego faktu zabrało nam element zaskoczenia, jak to miało miejsce przy książce. No i te delikatne różnice – w książce był w „niedobrym miejscu” 4 lata, w filmie osiem miesięcy, w książce ojciec wręcz unika z nim kontaktu, w filmie ma nadzór policyjny, w książce nigdy nie spotyka Nikki, w filmie matka ma na imię Dolores, w książce wcale nie wyznaje Tiffany miłości, no i nie nazywa się Solitano.

Książka jest dla mnie ciepłą opowieścią o uczuciach, a zakończenie powoduje uśmiech. Film w pewnym momencie przeistacza się w komedię romantyczną, jakich wiele. Gdybym nie przeczytała książki, to film na pewno podobałby mi się o wiele, wiele bardziej.