Archiwa tagu: Magdalena Tulli

Magdalena Tulli – „Włoskie szpilki”

„Włoskie szpilki” to zbiór krótkich opowiadań Magdaleny Tulli, z akcją rozgrywającą się w powojennej Polsce. Autorka wraca w nich pamięcią do swoich polsko-włoskich korzeni. Matka pisarki ocalała z Auschwitz, ojciec był Włochem. Nietypowy układ rodzinny sprawił, że lata szkolne ich córki naznaczone były traumą wyobcowania z grupy rówieśniczej, a także – o zgrozo – całkowitym brakiem empatii ze strony rygorystycznych nauczycieli.

352x500 Książka ta jest niezwykłym, mocno autobiograficznym zapisem życia w dwóch różnych światach – polskim i włoskim, o bardzo trudnym dorastaniu, o rozmytej dorosłości, o odrzuceniu, próbie dostosowania się do niezrozumianej rzeczywistości.

Składa się z kilku opowiadań, napisane są pięknym językiem, opisane doświadczenia są bardzo bolesne i niejednokrotnie roniłam łzę. Jest napisana specyficznie, należy czytać uważnie, żeby zrozumieć, czy autorka mówi o sobie, o matce czy o koleżance z klasy. Serce ściska się z żalu, że 10 letnia dziewczynka mogła doświadczyć takiego odrzucenia i zaniedbania, głównie ze strony pięknej i wyniosłej matki.

Opisywane problemy mogą wydać się oklepane, czytane wielokrotnie – skomplikowana więź z toksyczną matką, tutaj – z byłą więźniarką z Auschwitz, która straciła całą rodzinę, nie potrafi jednak pokochać nowej. Ojciec, jakby nieobecny, autorka wstydziła się swojego nazwiska, które przysparzało jej kłopotów w szkole. Trauma szkolna, czyli problemy z nauką, odtrącenie, niedostosowanie społeczne. W końcu wyraźny kontrast między szarą, smutną Polską, a kolorowymi Włochami. Utkwiła mi w pamięci ta różnica – brak śmietanki do kawy, a bombardowanie w pierwszych dniach wojny. W książce przedstawiony jest także Marzec 1968 oraz antyżydowskie działania PRL.

Opowiadania nie są chronologiczne, zabiegi stosowane przez autorkę sugerują, że to może być czyjakolwiek historia. Podkreśla umowność zdarzeń, miejsc, a nawet imiona bohaterów – niech to będzie Małgorzata, Karolina, nazwijmy to miejsce Mediolanem.

Zwracają na siebie uwagę pewne przedmioty – włoskie szpilki, które nosiła matka bohaterki, ich stukot słyszalny, gdy oddalała się od córki. Włoski leksykon, przewijający się we wspomnieniach i łączący ją z tym drugim światem; klucz, którego zawsze zapominała i błąkała się po ulicach, nie mogąc wejść do domu czy w końcu pogryzione kasztany, które wysypywały się z tornistra i były jedną z wielu przyczyn upokarzania przez kolegów i nauczycieli.

Magdalena Tulli pokazuje bezradność, osamotnienie i ból dziecka, które mierzy się z wrogą rzeczywistością, choć nie wie, co jest tej wrogości przyczynkiem. Rzeczywistość jest okrutna, bo prawdziwa. Powojenna, smutna Polska przegrywała sromotnie z pięknym, kolorowym Zachodem.

Jak wiadomo z podręczników fizyki, żadna forma energii nie znika bez śladu, co najwyżej zmienia formę, czasami po drodze przewracając to i owo. Energia przemocy przekształciła się w błądzącą bez celu i kierunku energię cierpienia, żalu i nienawiści.

Za „Włoskie szpilki” autorka otrzymała Nagrodę Literacką Gdyni, Nagrodę Literacką Gryfia, znalazła się także w gronie nominowanych do Nagrody Literackiej Nike oraz Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. W uzasadnieniu werdyktu przewodnicząca jury nagrody Gryfia Inga Iwasiów powiedziała:

Przyznajemy Gryfię Magdalenie Tulli, ponieważ „Włoskie szpilki” bolą. Ból, który doznaje ich bohaterka, 10-letnia dziewczynka uwalnia coś w nas czytelniczkach i czytelnikach. Plamy zapomnianych, zepchniętych na dno pamięci chwil z dzieciństwa, gdy nie udawało nam się gładko wypełniać zadań stawianych przez świat. Ich najpierw odczuciu, a potem zabliźnianiu pomóc może ta najlepsza literatura.

Reklamy