Archiwa tagu: Joanna Bator

Joanna Bator – „Ciemno, prawie noc”

Reporterka Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa. Osiada w pustym poniemieckim domu, z którego przed laty wyruszyła w świat. Dowiaduje się, że od kilku miesięcy w Wałbrzychu znikają dzieci, a mieszkańcy zachowują się dziwnie. Rośnie niezadowolenie, częstsze są akty przemocy wobec zwierząt, w końcu pojawia się prorok, Jan Kołek, do którego w biedaszybie przemówiła wałbrzyska Matka Boska Bolesna. Po jego śmierci grupa zbuntowanych obywateli gromadzi się wokół samozwańczego „syna”, Jerzego Łabędzia. Alicja ma zrobić reportaż o zaginionej trójce dzieci, ale jej powrót do Wałbrzycha jest także powrotem do dramatów własnej rodziny: śmierci rodziców, samobójstwa pięknej starszej siostry, zafascynowanej wałbrzyską legendą księżnej Daisy i zamku Książ. Wyjaśnianiu tajemnicy Andżeliki, Patryka i Kalinki towarzyszy więc odkrywanie tajemnic z przeszłości Alicji. W swojej najnowszej książce Joanna Bator nawiązuje do konwencji powieści gotyckiej. Nie po to jednak, by bawić czytelnika: w tym, co niesamowite, często ukryta jest prawda o nas, której na co dzień nie chcemy pamiętać.

203739-352x500 Wiedziałam, że to będzie coś dobrego, ale zazwyczaj długo bronię się przed popularnymi lub nagradzanymi pozycjami, tutaj nie mogłam dłużej oponować, skoro pojawiło się na liście Pingerowego Klub Książki.

Bator zabiera nas do listopadowego Wałbrzycha, który jawi jej się jako smutne, szare i niebezpieczne miejsce. W tajemniczych okolicznościach znikają małe dzieci, a i tytułowa bohaterka, Alicja, musi zmierzyć się ze swoją przeszłością – poznać ją, przepracować, wybiegać.

Z jednej strony mamy tutaj wątek katolicki, który miesza się z niewyjaśnioną magią pod postacią kocich matek, szarlatana, w którego wierzy całe miasto, wygrzebywane kości, wszechobecną biedę i mocne poczucie krzywdy. Czytając doświadczałam masę emocji – czasem śmiech, uśmiech politowania, odrazę, czy złość. Bardzo dużo bohaterów, wiele wątków i te wszystkie kryminalne momenty bardzo skojarzyły mi się z niektórymi książkami Chmielewskiej – choć tutaj język jest ładniejszy, bardziej poetycki, poważny, Bator operuje różnymi środkami, żeby oddać istotę dialogów, dopasowuje język do bohaterów (nie podobał mi się jednak wątek rozmów z chatu – nic nie wnosząca do tekstu nuda).

Książka ta to taka opowieść o walce dobra ze złem, rzeczywistość w Wałbrzychu miesza się z fantazją, a przygotowując się do walki trzeba być gotowym na poniesienie klęski i ofiary. Refleksja, jaka nasuwa mi się po tej lekturze jest taka, że nie ma skutecznego antidotum na zło, smutek i brzydotę, ale rzeczy te ubrane w piękne słowa są do strawienia na kilka wieczorów.

Reklamy