Archiwa tagu: Colleen McCullough

Colleen McCullough – „Ptaki ciernistych krzewów”

Rozsławiona przez słynny serial australijska saga rodzinna, rozgrywająca się przez ponad pół wieku. Dzieje rodu Clearych, w którym urodziło się ośmiu synów i jedyna córka Meggie. Poznajemy jej dzieciństwo, młodość, nieudane małżeństwo i największy sekret: uczucie do młodego, ambitnego i przystojnego Ralpha, który jest księdzem. zaskakujące losy bohaterów, delikatność w rysunku postaci i paleta emocji, jakie towarzyszą wielkiej miłości, zjednały powieści miliony wielbicieli. Szerokie tło obyczajowe na tle wspaniałej przyrody Australii i Nowej Zelandii.

328669-352x500 „Ptaki ciernistych krzewów” kojarzyłam jako ckliwy, zakazany romans między księdzem, a urodziwą młódką – wszystko za sprawą serialu z Richardem Chamberlainem. To prawdziwa, australijska saga rodzinna, z miłosnym wątkiem w tle. W sumie, gdyby ten wątek usunąć, to byłaby z tego niezła obyczajówka z elementami dramatu. Bohaterowie byli nieźle sportretowani, autorka pokazała nawet najmniejsze zawiłości ich charakterów, zwłaszcza księdza Ralpha (wcale nie było mi go żal, chciwy sukinkot). Miałam wrażenie, że każda z tych postaci coś wnosi do książki, jest potrzebna. Jedno, co mnie drażniło – te ich wieczne nieszczęścia i jakaś ostentacyjna niechęć mężczyzn do ożenku. Nagromadzenie niepowodzeń i śmiertelnych, często absurdalnych wypadków (vide – raciczki dzika niczym ręka przeznaczenia) dało mi wrażenie, że autorka chce nam koniecznie pokazać, ile przeżyła w życiu ta biedna rodzina.

Uwaga, spojler!

Najbardziej podobał mi się moment, gdy ksiądz umiera – tuż po tym, jak dowiaduje się, że zmarły Dane był jego synem.

Koniec spojleru.

Niezwykły był ten obraz Australii i życia w tym kraju, wrażenie potęgował prosty, ale ujmujący język. Książka bardzo mi się podobała, ale nie mogę powiedzieć, żebym cierpiała razem z bohaterami (jak już, to najbardziej utożsamiałam się z Fioną). Nie wzruszyła mnie natomiast relacja Meggie i księdza Ralpha, zwłaszcza rozterki tego drugiego.