Archiwa kategorii: Literatura współczesna

Liane Moriarty – „Wielkie kłamstewka”

Wybrałam tę książkę trochę w ciemno, chciałam czegoś raczej lekkiego, żeby szybko pochłonąć i dobrze się przy tym bawić. Wybrałam chyba dobrze, bo styl autorki tak mi się spodobał, że od razu po zakończonej lekturze zabrałam się do następnej pozycji tej autorki („Sekret mojego męża” – tytuł niefortunny, ale książka dobra).

Pierwsza myśl, gdy zaczęłam czytać „Wielkie kłamstewka”? „Klaps” Tsiolkasa! Australijskie miasteczko, rodzice, którzy często udają kogoś, kim nie są i dzieci, które są motorem napędowym całej historii.

Historia skupia się bardziej na trzech kobietach – Madeline, Jane i Celeste – które mają swoje problemy, różnią się od siebie znacząco i mają problemy ze swoimi pociechami. Madeline ma problem z dorastającą córką, która po latach woli zamieszkać ze swoim ojcem, syn Jane zostaje oskarżony o duszenie swojej słodkiej koleżanki, a Celeste nie potrafi zapanować nad swoimi bliźniakami.

Los krzyżuje życie tych kobiet i sprawia, że stają się przyjaciółkami. Z pewnością przyczyniają się do tego skrywane tajemnice, które z biegem poznajemy. Do czego mogą jednak prowadzić kłamstwa? I kto zabił?

Książka zaczyna się od informacji, że ktoś ze społeczności popularnej szkoły zginął na wieczorku dla rodziców. Historie bohaterów przeplatane są dosyć zabawnymi zeznanami świadków, które prowadzą do zaskakującego zakończenia.

Autorka w zgrabny sposób ukazała różne rodzaje rodzin – patchworkowe, samotne matki, przemocowego ojca – i wrzuca ich do małej społeczności, w której starają się koegzystować.

Świetnie nadawałoby się na kilka odcinków „Desperate Housewife”. Dla mnie świetna rozrywka.

Moja ocena wg skali lubimyczytać – 8/10 (rewelacyjna)

 

***

Książka przeczytana w ramach „Książki miesiąca” na Pingerowym Klubie Książki.

Jonas Jonasson – „Analfabetka, która potrafiła liczyć”

 

„Statystyczne prawdopodobieństwo, że mała analfabetka z Soweto lat siedemdziesiątych dorośnie i pewnego dnia znajdzie się w samochodzie do przewozu ziemniaków wraz z królem i premierem Szwecji, wynosi jeden do czterdziestu pięciu miliardów siedmiuset sześćdziesięciu sześciu milionów dwustu dwunastu tysięcy ośmiuset dziesięciu. Tak wynika z wyliczeń tejże analfabetki.”
Tak autor wielkiego międzynarodowego przeboju o „Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął” (aż w końcu trafił na wielki ekran w święcącej i u nas sukcesy szwedzkiej komedii pod tym samym tytułem) rozpoczyna swą kolejną zwariowaną i przezabawną opowieść. Jej bohaterką jest Nombeko Mayeki, która urodziła się wprawdzie w południowoafrykańskiej dzielnicy nędzy, sercu apartheidu, ale pod szczęśliwą gwiazdą. Dzięki temu po latach przyszło jej jeść kolację z królem i premierem Szwecji. Chociaż w momencie, w którym to się zdarzyło, chyba już nic nie było w stanie jej zdziwić…
Międzynarodowa polityka, skomplikowane zagadki matematyki i fizyki, los chińskich emigrantów, podrabianie starożytnych dzieł sztuki, fanatycy szwedzkiej monarchii, stały kontakt z bombą atomową oraz ludzie, którzy teoretycznie nie istnieją, bo nie figurują w żadnych urzędowych rejestrach, pomimo że można z nimi porozmawiać i ich dotknąć, to tylko niektóre z dziwnych rzeczy, do których przywykła Nombeko, i o których przeczytamy w tej książce. Jonas Jonasson daje lekcję historii najnowszej z przymrużeniem oka, przy okazji sprawiając, że wciągnięty w wir akcji czytelnik będzie się zaśmiewał do łez, przewracając jak najszybciej kolejne strony powieści.

W styczniu zeszłego roku kupiłam Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął za zawrotne 10 zł i kilka tygodni później uratował mnie przed nudą, gdy leżałam w szpitalu. Pierwszy raz przeczytałam książkę, która była jednocześnie śmieszna i prowadziła wartką akcję, a absurd gonił absurd.

Niczego innego więc nie spodziewałam się po Analfabetce, która potrafiła liczyć. Już tytuł jest przewrotny i zastanawiałam się, czy wyobraźnia pana Jonassona ma swoje granice.

Tym razem bohaterką jest czarnoskóra Nombeko Mayeki, mieszkanka Soweto, w RPA, która trudni się czyszczeniem latryn. Szybko awansuje i równie szybko spada ze swego kierowiczego stołka. Jest jednak analfabetką niezwykłą, ponieważ liczy szybciej niż komputer i potrafi w pamięci wykonać skomplikowane obliczenia matematyczne i fizyczne. Życie jej zaczyna zmieniać się, gdy zostaje potrącona przez pijanego inżyniera, u którego do końca swego życia musi pełnić służbę. Za karę. Bystra sprzątaczka szybko orientuje się, czym para się będący wiecznie pod wpływem pracodawca  – produkowaniem bomby atomowej. Ale jak to się stało, że wyprodukował jedną za dużo i Nombeko uciekła nie tylko wraz z nią, ale również z trzema Chinkami, które podrabiały starożytne gęsi i inne durnostojki i podążali za nimi agenci Mosadu?

Los połączył ich z bliźniakami Holgerem i Holgerem, z których to jeden nie istnieje, a drugi dąży do obalenia króla. Mamy też weterana wojennego, który obawia się CIA, hrabinę, która parała się produkcją ziemniaków, jedną cholernie zagniewaną dziewczynę, premiera Szwecji oraz jej króla, który nie boi się ubrudzić królewskiej koszuli, by upolować coś do jedzenia.

Różnica między głupotą a geniuszem polega na tym, że geniusz ma swoje granice.

Myślałam, że po Stulatku.. autor nie wymyśli już nic bardziej absurdalnego, ale pokazał mi, że się myliłam. Znowu absurd goni absurd, bohaterzy zmieniają się, giną w najdziwniejszy sposób (np. przygniecieni przez pomnik..), bratają się z głowami państwa w najbardziej naturalny sposób. Mnóstwo humoru, zabawnych sytuacji, niewiarygodnych splotów okoliczności, charakterystyczni bohaterowie zazwyczaj opętani manią, która nie pozwala im spokojnie żyć…

Książki Jonassona to jazda bez trzymanki. Mnie ta jazda zaczęła już męczyć, ale poczucia humoru autorowi nie mogę odmówić.

Moja ocena w skali lubimyczytac.pl – 6/10.

Zadie Smith – Londyn NW

Leah, Natalie, Nathan i Felix – cztery postacie, cztery historie, cztery oblicza Londynu

Leah jest w samym środku egzystencjalnego kryzysu – kłopoty z mężczyzną, matką i pracą nie ułatwiają jej życia. Jej przyjaciółka Nathalie nie wiadomo kiedy zamieniła się w sfrustrowaną matkę, choć niegdyś była przebojową prawniczką. Nathan, obiekt ich dziewczęcych westchnień, dziś jest kloszardem i narkomanem. A Felix, niezrealizowany filmowiec i życiowy nieudacznik ginie w przypadkowej bójce. Łączy ich jedno – NW, czyli północno-zachodni Londyn. Stamtąd pochodzą, tam dorastali.

259725-352x500

Zadie Smith jest ikoną brytyjskiego pisarstwa, więc nie mogłam się doczekać pierwszego zetknięcia z lekturą jej książki. Przeniosła nas do dzielnicy Londynu, którą zna od podszewki, co czuć, gdy odkrywamy każdy kolejny jej zakamarek. Bohaterowie są wyraziści, przesiąknięci dzielnicą, w której mieszkają, z której się wywodzą.

Autorka miesza style i tak – pierwsza część, o Leah jest napisana w tak chaotyczny i okropny sposób, że zniechęciła mnie do czytania na długie tygodnie. Druga część napisana jest już zgrabnie i toczy się, jak prawdziwa opowieść, co mi się podobało.

Bohaterów nie da się lubić. Są charakterystyczni, nie są miałcy, ale każdy z nich mnie wkurwiał. Jasne, los ciężko się z niektórymi z nich obszedł, każdy wydawał się mieć pod górkę, na siłę chcieli udowodnić, że miejsce pochodzenia ich nie definiuje, ale gdzieś ciągle kołatała mi się myśl, żeby wzięli się w garść! Bóle egzystencjalne nie wiadomego pochodzenia u ludzi, którzy dawno powinni być poskładani, to nie dla mnie.

Ale umęczyłam się okrutnie przy czytaniu.. Z pewnością sięgnę jeszcze po jakąś jej pozycję, ale tego pierwszego spotkania z nią nie uważam za udane.

Czytałam wiele recenzji tej książki i każda z nich wydawała mi się być lepsza od samej książki.

Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje tonący, jest drugi tonący, który się go chwyta.

Moja ocena – 5/10

***

Książka przeczytana w ramach Książki Miesiąca na Pingerowym Klubie Książki.

Izabela Pietrzyk – „Rodzinny park atrakcji”

Staropanieństwo jest nie tylko stanem cywilnym, według matek jest groźną dla życia chorobą, którą trzeba natychmiast wyleczyć.

Janina swata więc córkę z każdym wolnym mężczyzną, jaki wpadnie jej w ręce, a Wiktoria zaczyna już tracić cierpliwość…

Długo nie docierało do niej, że ma już prawie czterdzieści lat i matka dawno przestała wysyłać ją do szewca albo magla. Teraz raczej wysłałaby ją do… diabła?

Miała rację, bo wbita w lata, bezdzietna i niezamężna córka rzeczywiście stanowiła życiową porażkę Janiny – była źródłem jej wiecznych trosk oraz utyskiwań. Na dodatek nie uległa swatowskim zakusom matki i wciąż uciekała z zastawionych na nią małżeńskich sideł. Zamiast dziękować za narajanie kawalerów i skwapliwie z któregoś z nich stanąć na ślubnym kobiercu, odrzucała zaloty, jakby nie wiedziała, ile wiosen sobie już liczy. Matka załamywała ręce, nie pojmując, dlaczego to niewdzięczne dziecko tak bardzo różni się od swojej starszej siostry Amelii, która, dla odmiany, napawała dumą rodzicielkę: wydała się za marynarza, urodziła im dwójkę wnuków, no i prowadziła dom, o którym aż miło opowiadać sąsiadkom oraz obcym ludziom spotkanym przypadkowo w kilometrowej kolejce do lekarza pierwszego kontaktu.

Cóż, życie dowodzi, że to, co z wierzchu piękne, nie zawsze jest zdrowe w środku. Przewrotny los może w jednej chwili role odwrócić.
Zabawne perypetie sióstr, ich dzieci i mężów – byłych, obecnych i przyszłych.

354809-352x500

Powieść ta jest kontynuacją „Histerii rodzinnych”, których to nie czytałam, ale w lekturze w żaden sposób mi ten fakt nie przeszkadzał, ponieważ w tekście jest wiele nawiązań do wydarzeń z ‚poprzedniego sezonu’, a i bohaterowie szczególnie chętnie i rozwlekle wracają do minionych wydarzeń.

Właśnie, bohaterowie! A ci są barwni, dobrze zarysowani, tak charakterni, że mogę ich wszystkich opisać bez najmniejszego problemu, nie posiłkując się powrotem do lektury. Mamy tutaj zbliżającą się do 40tki Wiktorię, nauczycielkę, która po trudnym i toksycznym związku, tułaczce po rodzinie i przyjaciołach zaczyna nowe życie we własnym, świeżo zakupionym mieszkaniu. Jej siostrę Melę, która pozostaje pod wpływem swego despotycznego męża, kapitana statku Sławka, a ich relacje są doskonałym przykładem przemocy psychicznej i manipulacji w jednym. Ich nastoletnią córkę, Emilkę, która miała być jasnym punktem, ale na tle reszty, moim zdaniem, wypadła słabo. Bezsensowny język, nieudolny polglish, przesadzona nowomowa – nie słyszałam, żeby ktokolwiek tak dzisiaj mówił. Autorka chciała podkreślić wiek Emilki, a odebrałam ją jako nadpobudliwą, małą wariatkę. Jest też Mirek, jej brat, który zaskoczy wszystkich swoją wybranką, ekscentryczni dziadkowie, kolega z pracy i ojciec jednej z podopiecznych Wiktorii.

Z pewnością nie jest to ostatnia powieść pani Pietrzyk, po jaką sięgnęłam. Bliskie mi jest jej poczucie humoru i cięta riposta. Jednocześnie jest to ciepła powieść o trudnych relacjach rodzinnych i tych jeszcze bardziej skomplikowanych – damsko-męskich.

Maria Semple – „Gdzie jesteś, Bernadette?”

Bernadette Fox nie cieszy się dobrą reputacją. Jej własny mąż, guru w środowisku Microsoftu, uważa, że jest niesłychanie uparta. Zdaniem sąsiadów i rodziców ze szkoły jej córki, przynosi hańbę miastu i szkole. Dla orłów designu jest genialną rewolucjonistką w dziedzinie architektury. Dla swojej piętnastoletniej córki, Bee, jest najlepszą przyjaciółką i, po prostu, mamą.
Nagle Bernadette znika.

285037-352x500 Bernadette Fox jest genialnym architektem, który wycofał się z życia zawodowego, mieszka w starej, przeciekającej budowli, która ma ciekawą historię, ma mądrą i uroczą córkę oraz równie genialnego męża, który pracuje w Microsofcie.

Nie jest jednak lubiana przez swoich sąsiadów, a i ona nie przepada za mieszkańcami Seattle, w szczególności jeśli chodzi o kierowców. Nie uczestniczy w życiu super-szkoły, do której uczęszcza jej córka, w wielkich okularach i chustce przyjeżdża po nią i ucieka.

Co jest z Tobą nie tak, Bernadette? To pytanie nasuwało mi się podczas lektury. Ekscentryczna kobieta z pewnością miała depresję, wycofała się z życia publicznego do tego stopnia, że powierzyła wszelką organizację życia wirtualnej asystentce z Indii, która okazała się rosyjską mafią..

Brzmi ciekawie? A to tylko zalążek tego, co dzieje się w tej książce. Antarktyda, konferencje TED, dom, który spłynął w błocie, jeżyny, FBI i zakład psychiatryczny to jedne z wielu haseł, które można dopasować do tej pozycji.

Jest to satyra na współczesną rodzinę, pełna humoru (co nie dziwi, skoro Maria Semple jest autorką jest scenarzystką popularnych sitcomów  i ciętych ripost powieść epistolarna, którą należy przeczytać, bo już niedługo zostanie zekranizowana.