Archiwa kategorii: Klasyka

Lew Tołstoj – „Anna Karenina”

Anna Karenina wiedzie dostatnie, stabilne i nieco nudne życie u boku dużo starszego męża. Piękna młoda kobieta spełnia się jako matka, ale nie stroni też od przyjęć, jest uwielbiana na petersburskich salonach.

Spokój znika wraz z pojawieniem się hrabiego Wrońskiego, który wprowadza w życie Anny namiętność, jakiej nigdy nie zaznała. I zniszczenie, którego nie da się cofnąć.

To ponadczasowa powieść o uczuciu, które od początku było skazane na potępienie. Uczuciu, dla którego Anna poświęciła wszystko.

anna-k Stosunek do klasycznej literatury mam ambiwalentny. Bo z jednej strony chcę poznać te wszystkie historie, których nie wypada nie znać, zwłaszcza zaczytując się w książkach odkąd się tę umiejętność nabyło. A z drugiej – żadna jakoś mnie nie porywa, może chwilowo, a już na pewno nie na tyle, bym sięgała po nią co jakiś czas albo określiła ją mianem ulubionej.

Najpierw zaskoczenie – to nie jest romans, to przekrój rosyjskiego społeczeństwa, jej polityki i podłoża historycznego. Opisane są wszystkie stany społeczne, ich zawody. Młode kobiety, starsi mężczyźni, wojskowi, arystokracja, chłopi, bezdzietni, ciężarne, wierni mężowie, niewierne żony. Każdy może się z kimś zidentyfikować.

Historia Kareniny to pretekst, żeby zawrzeć w niej swoje poglądy, nakreślić jakiś przekrój społeczny, obyczajowy, pokazać spektrum postaw moralnych wokół tej historii. A sama historia? Zestawiona z miłością Kitty i Lewina daje nam dwie drogi, którymi możemy podążyć – rzucenia się w wir namiętnej miłości (czy naprawdę miłości?), która prędzej czy później nas spali albo długo dojrzewającej miłości, która wymaga wyrzeczeń, rozwija się powoli, ale gwarantuje bezpieczeństwo i stabilizację.

Trochę razi i bulwersuje ten ostracyzm Anny, podczas gdy Wroński wciąż cieszył się atencją,  chociaż dobrze wiem, żebył wynikiem hipokryzji elit tamtych czasów. Jednakże sama postać Anny nie przypadła mi do gustu – na początku taka silna i zdecydowana, pod wpływem miłości stała się słaba, nieracjonalna. Znowu bohaterka klasycznej powieści mnie denerwowała, chyba zrobię sobie przerwę 🙂.

Wiele rzeczy było zbędnych, jak krytyka ustroju feudalnego. No błagam.. To ostatnia rzecz, jakiej spodziewałam się w klasycznej historii miłosnej!

Każda z postaci jest jednak wyrazista, dobrze zbudowana, odnosi się wrażenie, że ma swój cel w tej historii i odkryjemy go z czasem.

Największą wartością tej książki jest jej doskonały język i panorama życia XIX-wiecznej Rosji. Z pewnością nie jest nią ta historia miłosna, choć muszę przyznać, że Tołstoj był prawdziwym psychologiem i znawcą kobiet.

Cóż, szukam dalej idealnej dla siebie historii miłosnej, chyba nie odnajdę jej jednak w klasyce 🙂

***

Książka przeczytana w ramach „Książki miesiąca” na Pingerowy Klub Książki.

Margaret Mitchell – „Przeminęło z wiatrem”

Książka – legenda, której niesłabnącą popularność przyniosła doskonała ekranizacja oraz niezapomniana postać głównej bohaterki, która nie ma sobie równych w całej historii literatury.
Rok 1861. Czas wojny secesyjnej – Ameryka przechodzi głębokie wewnętrzne przemiany, które na zawsze zmienią jej obraz. Świat Południa, wielkich plantacji, możnych panów i czarnoskórych niewol ników odchodzi w zapomnienie, pochłaniany przez industrialną, nastawioną na przemysł rzeczywistość. Scarlett O’Hara, córka zamożnego plantatora bawełny z Georgii, ma zaledwie szesnaście lat, jednak jej duma, upór i energia wydają się nie znać granic. Kiedy jej ukochany Ashley Wilkes zaręcza się z inną kobietą, Melanią, dziewczyna na złość jemu i sobie wychodzi za mąż za jej brata. Jej małżeństwo nie trwa jednak długo, małżonek rychło umiera, zaś Scarlett sama musi dać sobie radę z przytłaczającą rzeczywistością. Życie południowców staje się nieustającą walką o byt. Dziewczyny nie interesuje wojna, nie interesuje jej polityka, ale to właśnie one wywrą niezatarte piętno na jej życiu… Małżeństwo dla pieniędzy, upadek dawnych wartości, wreszcie czająca się tuż obok miłość, którą tak trudno dostrzec w ciężkiej codzienności sprawiają, że Scarlett jest w gruncie rzeczy osobą nieszczęśliwą. Mądrość i wiedza o tym, co najcenniejsze, przychodzą jednak wraz z doświadczeniem. 

 352x500  Do tej pory zabierałam się do klasyki jak pies do jeża. Były „Wichrowe wzgórza”, była „Nana”, była „Rozważna i romantyczna”..I żadna z tych książek mnie nie porwała. Owszem, potrafiłam dostrzec jej walory w każdej postaci, ale żeby czytać ją z wypiekami i zaliczyć do ulubionych pozycji? To nie. Przyznam, że „Przeminęło z wiatrem” ratuje moją klasyczną półkę.

Tłumaczenie jest trochę archaiczne i trąci myszką, ale ma to swój niezaprzeczalny urok. To, co jednak podobało mi się najbardziej, to obraz Południa, koniec ery dumnych plantatorów, wojna secesyjna (cały czas miałam przed oczami obrazy z serialu „Północ-Południe” z Patrickiem Swayze), opis zmian.

I główna bohaterka, której miałam ochotę strzelić z liścia jakieś pięćdziesiąt razy. Co za durne babsko, co za głupia dziewucha! Gdybym miała wskazać bohatera literackiego, którego najmniej lubię, to zdecydowanie byłaby Scarlett. Dojrzewała na kartach powieści, owszem, ale już, już, gdy myślałam, że zmiany idą ku dobremu, to robiła coś, co niwelowało całą moją sympatię. Była odważna, bezkompromisowa, walczyła o przetrwanie jak nikt inny, ale nie zmienia to faktu, że była próżna, nie zasługiwała na miłość tylu osób i  cieszyłam się z zakończenia. Wiem, jak mogłam!

Rett.. Och, Rett to jest mężczyzna z krwi i kości. Cyniczny, ale inteligentny, o dobrym sercu – takiemu facetowi oddałabym serce, ciało i duszę. Szczerze mówiąc bardzo przypomina mi mojego towarzysza życia 🙂

Przede mną jeszcze seans – ekranizacja. Mam nadzieję, że także wywoła we mnie sporo emocji, a to jest przecież wyznacznikiem dobrej lektury – kiedy gwałtownie poruszy strunę 🙂 Myślę, że nie muszę nikomu tej pozycji polecać.

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

Jane Austen – „Rozważna i romantyczna”

Reading Book Challenge 2015 – A book by an author you’ve never read before – Jane Austen „Sense and Sensibility” 

Po śmierci męża pani Dashwood wraz z dziećmi opuściła ukochany dom i zamieszkała w posiadłości Barton. Dwie z jej córek – panny na wydaniu – choć różne pod względem charakterów, tak samo szukają szczęścia i miłości. Uczuciowa, impulsywna Marianna marzy o mężczyźnie szarmanckim, wrażliwym, lubiącym te same lektury co ona. Łagodna i rozważna Eleonora odda serce jedynie człowiekowi spokojnemu i odpowiedzialnemu. Niestety świat, którym – zamiast prawdziwych uczuć – rządzi pozycja społeczna i pieniądz, może boleśnie rozczarować te pełne uroku, ufne kobiety… 

86469748b04926e4f3bb9c4c9d69c090e41a

 Za lekturę tej klasycznej powieści zabrałam się tuż po przeczytaniu „Przeminęło z wiatrem”, które było pozycją w Pingerowym Klubie Książki, (jej recenzja pojawi się dopiero 18.04). Rozochocona klasyką, której jeszcze nie poznałam, wzięłam z biblioteki na chybił-trafił pozycję Jane Austen. Och, jakże żałuję, że nie zaczęłam od „Dumy i uprzedzenia”! Może wtedy trochę bardziej rozumiałabym uwielbienie do tej pisarki i sama stała się „ofiarą” jej romansów.

Pan Dashwood umiera i zostawia na tym padole łez swoją małżonkę i trzy córki – młodziutką Małgorzatę, romantyczną Mariannę i rozważną Eleonorę. Pieczę nad nimi powinien sprawować jego najstarszy syn, ale okazuje się pazernym sukinkotem, którego bardziej interesują własne sprawy finansowe, niż faktyczna opieka nad siostrami i wdową po ojcu. Nie chcąc mieszkać u nieprzychylnego pasierba i jego żony, pani Dashwood wyprowadza się z córkami do domu na wsi, którego wynajem zaoferował jej daleki krewny. Tam dwie z nich, Eleonora i Marianna, poznają gorzki smak pierwszej miłości.

Eleonora, starsza z sióstr, jest rozsądna, rozważna, ale trochę także romantyczna. Zazwyczaj trzeźwo myśląca i powściągliwa w swych uczuciach, podejrzewana również o ich brak i oschłość, jest także oczywiście dobra i posiadająca złote serce. Równie dobra i szczera jest jej młodsza siostra, Marianna. Ta z sióstr wykazuje się jednak dużo większym ekstrawertyzmem, skłonnością do melodramatyzmu i wybuchem płaczu w każdych sytuacjach innych niż zwykłe czytanie, szydełkowanie, czy spacer. Siostry były dla siebie oparciem i jedna równoważyła cechy drugiej, natomiast ta druga podkręcała jej otwartość i ekstrawertyzm. Przyznam, że z pierwszą z nich utożsamiłam się szybciej i to jej kibicowałam w trakcie lektury. Nie były one jedynymi bohaterkami, które pozwalały pani Austen na szczyptę moralizatorstwa – pojawiała się porzucona przez absztyfikanta Marianny Eliza, płytka i egzaltowana Lucy, zgryźliwa Anna, wiecznie śmiejąca się Charlotte, dobrotliwa pani Jennings, obiekt westchnień pan Willoughby, milkliwy Brandon, ciekawi bracia Ferras.

Książka nie jest jednak tylko zapisem perypetii miłosnych dwóch sióstr, to także doskonały obraz angielskiej wsi sprzed dwustu lat, poślednia krytyka ówczesnych stosunków społecznych, polegających głównie na pozyskiwaniu znajomości pozwalających na znaczące podniesienie statusu. W pozycji tej znajdziemy również opis nienagannych manier, trochę staroświeckiego języka, świat honoru i zasad.

Wydarzeń w tej książce jest niewiele, a i ja przez cały czas zastanawiałam się, czy nie jestem zbyt rozważna do tej lektury, bo choć potrafię docenić wszystkie jej walory, to z pewnością wiele czasu minie, zanim sięgnę po „Dumę i uprzedzenie”, którą planuję od dawna. Zakończenie było bardzo banalne, typowy happy end. Miało to jednak swój urok, w końcu zabrałam się za lekturę klasycznego romansu, nie mógł się on skończyć inaczej. Rozważna, czy romantyczna? Nie drżałam z podniecenia, nie zatopiłam się całkowicie w świecie angielskiej wsi, więc jednak skłaniam się ku rozwadze.

Emil Zola – „Nana”

Nana – dziewiąty tom cyklu Rougon-Macquartowie, opublikowany w 1880, poświęcony losom Anny Coupeau zwanej Naną. Jedna z najbardziej znanych części cyklu, studium życia prostytutki, a zarazem obraz średnich i wyższych sfer Paryża czasów II Cesarstwa. Wg słów autora „poemat samczych pożądań”

352x500 (26)

Czytało mi się ciężko. Podobał mi się język powieści i tylko to. Nie lubię takiej tematyki, opowieść o naiwnej kurwie i zepsutym społeczeństwie zmieściłaby się z powodzeniem w nowelce.

Francis Scott Fitzgerald – „Wielki Gatsby”

Nowy Jork, mafia i jazz. Klasyka w znakomitym przekładzie Jacka Dehnela.

Nowy Jork, lata 20. Jazz, prohibicja, gangsterskie porachunki. Czas wielkiego kryzysu i równie wielkich profitów. Czas, kiedy droga od pucybuta do milionera była najkrótsza.

Jay Gatsby dostaje się w tryby przestępczego półświatka i wielkiej finansjery. Marzy o pieniądzach, władzy i tej jedynej kobiecie. Traci miłość, przyjaciół i szacunek do siebie samego. Światła wielkiego miasta i kropla szampana to jedyne szczęście, do jakiego zdolne jest „stracone pokolenie”.

Porywający styl i doskonały warsztat tłumacza – Jacka Dehnela – sprawiają, że Wielki Gatsby zyskuje nowe życie, stając się powieścią niepokojąco aktualną i boleśnie bliską. Obowiązkowa pozycja na półce każdego kolekcjonera klasyki.

132812-352x500 Nie pociąga mnie świat przedstawiony w tej krótkiej powieści, ale jej niewątpliwym plusem jest język, jakim operuje autor. Uważam, że historia przedstawiona nam zmieściłaby się w krótkiej nowelce, a objętość ‚robią’ przemyślenia i obserwacje, które są niewątpliwie wnikliwie, ale przedstawiona rzeczywistość jest dla nas raczej miniona i trochę nierealna. Ciekawym zabiegiem jest narracja Nicka, który opowiada o starym, ciekawszym życiu. Sam Gatsby (czy wielki? Interesujący najwyżej) jest człowiekiem, który chce być lepszy, niż jest w rzeczywistości, podąża za swoimi celami, pociąga, bo jest tajemniczy. Książka jest klasyką, mam wrażenie, że najbardziej chcą to podkreślać amerykańskie społeczeństwa, dla których pogoń za marzeniami jest wszystkim.