Baptiste Beaulieu – „Pacjentka z sali numer 7”

„Nie cierpię zaczynać dnia od próby samobójczej.

Tak zaczyna się Pacjentka z sali numer 7 – powieść młodego francuskiego lekarza, zainspirowana jego blogiem „Alors voilà: dziennik pojednania leczonych i leczących”. A kończy się słowami: Z życiem nigdy nie ma problemu. Toczy się. By czynić cuda z najdrobniejszej rzeczy. Toczy się.

Szpital. Oddział Ratunkowy. Młody lekarz opowiada swoje 7 dni i 1 noc.”

Książka niezwykła, bo opowiadająca o relacjach lekarz – pacjent, opowiedziana z perspektywy młodego, początkującego lekarza, który z humorem, niesamowitą swadą i serdecznością opowiada nam historie swoich pacjentów i tego, co dzieje się w pewnym francuskim szpitalu.

To spotkanie z człowiekiem, a przede wszystkim z cierpieniem i wszystkimi jego barwami. Pretekstem jest tutaj pacjentka z sali numer 7, która umierając czeka na swojego syna, który utknął na Islandii przez wybuch wulkanu.. Jest także jeden szczególny powód dla którego jej relacja z młodym lekarzem jest szczególna.

Każda sala kryje w sobie inną historię, innego człowieka, inny powód, dla którego znaleźli się w ciągu tego tygodnia w szpitalu.

Historie młodego lekarza z pewnością skłaniają do refleksji, słodko – gorzka historia o życiu, śmierci, nadziejach i podnoszeniu się po tragedii.

„Będę mówić tak długo, aż samoloty odlecą, aż jej syn wróci. Pacjentka będzie mnie słuchać. Dopóki słucha, żyje. Opowiadajmy, opowiadajmy. Przedłużajmy życie historiami życia innych. Życia tych, którzy leżą, i tych, którzy ich podnoszą.”