Camilla Grebe, Åsa Träff – „Bardziej gorzka niż śmierć”

Pewnego deszczowego jesiennego wieczoru pięcioletnie dziecko jest zmuszone patrzeć, jak ktoś zabija jego matkę.
W innej części miasta terapeutka Siri i jej znajoma, Aina, otaczają opieką nowe pacjentki: grupę kobiet, które padły ofi arą przemocy domowej. Przez jakiś czas kobiety dzielą ze sobą wieczory, snując ponure historie o przemocy, a także niemożliwej miłości i jej brutalnym rozpadzie.
Losy dziecka, Siri i skrzywdzonych przez życie kobiet powoli splatają się w przedziwny sposób, a chęć pokuty i próba uzdrowienia zmieniają się w polowanie na mordercę.

coverbig Camilla Grebe i Åsa Träff to dwie siostry, które stworzyły cykl powieści o terapeutce Siri Bergam usiłującej pogodzić się z traumatyczną przeszłością, jednocześnie pomagając innym. Nie wiem, czy to zasługa świetnego tłumaczenia, czy autorki mają taki sam styl, ale podwójne autorstwo nie było odczuwalne podczas czytania.

Siri Bergman razem z koleżanką z pracy, Ainą, prowadzi terapię dla kobiet, które doświadczyły przemocy domowej. Jednocześnie w mieście dochodzi do brutalnego morderstwa – na oczach pięciolatki zostaje zamordowana jej matka. Wątki zaczynają się nieoczekiwanie splatać, a uczestniczki terapii również mają swoje za uszami.. Na jednej z sesji terapeutycznych dochodzi do zabójstwa.. Ale kto zabił i kogo? Dlaczego okrutnie skopano matkę 5 latki i kto zajmie się teraz dzieckiem?

Mroczna Szwecja, z pozoru bezsensowne zabójstwa (bo czy jakiekolwiek są sensowne?), terapeutka, która jest naiwna i nie radzi sobie z przeszłością i teraźniejszością, o której wielu marzy.. Wiele odniesień do pierwszej części, której niestety nie czytałam, rozwinięte wątki prywatne jej kolegów z pracy i przyjaciół. Ta książka zdecydowanie nie jest przewidywalna i nudna, czyta się ją szybko i gładko, ale nie wywołała we mnie większych emocji. Jest niby mroczno, ale akcja się ślizga, nie ma żadnego bum i większego zaskoczenia.

Jak dla mnie był to lekki kryminał, który nie wniósł nic nowego, oprócz rozdziałów przerywanych dziennikami terapii.

Reklamy

Kathleen Grissom – „Dom służących”

„Dom służących” w pasjonujący sposób łączy powieść historyczną z elementami obyczajowymi, kreśląc fascynującą historię pełną tajemnic i emocji, która z pewnością trafi w gusta tych czytelników, którym podobały się „Służące”.

193880-352x500 Dosłownie wszystko przemawiało za tym, że pokocham tę książkę – jest umiejscowiona na amerykańskim Południu, została jednym z największych bestsellerów New York Timesa i zostanie zekranizowana, a jeden z recenzentów określił ją jako połączenie „Służących” z „Przeminęło z wiatrem”.

Czy sprostała moim oczekiwaniom? Tak, a najlepiej niech świadczy o tym fakt, że ponad 400 stron przeczytałam w ciągu jednego dnia, ignorując życie poza nią.

Wiriginia, rok 1790, kapitan Pyke przywozi ze swojej podróży dziewczynkę, która została osierocona na statku płynącym z Irlandii. Zabiera ją na swoją plantację tytoniu, gdzie przekazuje na wychowanie do domu swoich niewolników. Mała Lavinia rośnie pod okiem Belle, nieślubnej córki kapitana, i całej rzeszy barwnych i ciepłych postaci, którym przewodzi Mama Mae.

Opowieść prowadzi nas z punktu widzenia dwóch osób, jest to narracja pierwszoosobowa Lavinii i w mniejszej części Belle. Zaczyna się od prologu, który nie pozostawia nam złudzeń, że ta historia skończy się dobrze – ciało czarnoskórego niewolnika zawiśnie na wielkim drzewie, a kolor chustki pozwoli nam uwierzyć, kogo spotka tak okrutny los. A niesprawiedliwe traktowanie i okrucieństwo, które odmalowa Grissom jest tak realistyczne, że czujemy się, jakbyśmy czytali pamiętniki prawdziwych osób. Obfituje ona w sceny, które sprawiają ból i które wzruszają (już pierwsze rozdziały opisują jak Lavinia przypomina sobie śmierć rodziców i ta scena, przepraszam za banał, ale łamie serce).

Postacie są doskonale zarysowane, zwłaszcza postać głównej bohaterki, która przez całe życie stawiała czoła konfliktowi rasowemu – ze względu na kolor skóry należała do białych, ale jej rodziną byli czarni. Bardzo dobrze ukazane jest też to, że niewolnictwo nie dotyczyło tylko jej rodziny, ona także była uwikłana i zanim znalazła wyjście z sytuacji zagrażającej życiu im wszystkim, wiele osób musiało się poświęcić, a i ona sama zmarnowała wiele lat w malignie i letargu.

Mamy w tej książce codzienność białych panów i ich czarnych niewolników, miłość, lojalność, uwikłanie i tajemnice rodzinne, a wreszcie wiele wynaturzeń, które prowadzą do wielkiej tragedii. Dla mnie była jedną z najbardziej emocjonujących i wzruszających pozycji.

Joanna Bator – „Ciemno, prawie noc”

Reporterka Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa. Osiada w pustym poniemieckim domu, z którego przed laty wyruszyła w świat. Dowiaduje się, że od kilku miesięcy w Wałbrzychu znikają dzieci, a mieszkańcy zachowują się dziwnie. Rośnie niezadowolenie, częstsze są akty przemocy wobec zwierząt, w końcu pojawia się prorok, Jan Kołek, do którego w biedaszybie przemówiła wałbrzyska Matka Boska Bolesna. Po jego śmierci grupa zbuntowanych obywateli gromadzi się wokół samozwańczego „syna”, Jerzego Łabędzia. Alicja ma zrobić reportaż o zaginionej trójce dzieci, ale jej powrót do Wałbrzycha jest także powrotem do dramatów własnej rodziny: śmierci rodziców, samobójstwa pięknej starszej siostry, zafascynowanej wałbrzyską legendą księżnej Daisy i zamku Książ. Wyjaśnianiu tajemnicy Andżeliki, Patryka i Kalinki towarzyszy więc odkrywanie tajemnic z przeszłości Alicji. W swojej najnowszej książce Joanna Bator nawiązuje do konwencji powieści gotyckiej. Nie po to jednak, by bawić czytelnika: w tym, co niesamowite, często ukryta jest prawda o nas, której na co dzień nie chcemy pamiętać.

203739-352x500 Wiedziałam, że to będzie coś dobrego, ale zazwyczaj długo bronię się przed popularnymi lub nagradzanymi pozycjami, tutaj nie mogłam dłużej oponować, skoro pojawiło się na liście Pingerowego Klub Książki.

Bator zabiera nas do listopadowego Wałbrzycha, który jawi jej się jako smutne, szare i niebezpieczne miejsce. W tajemniczych okolicznościach znikają małe dzieci, a i tytułowa bohaterka, Alicja, musi zmierzyć się ze swoją przeszłością – poznać ją, przepracować, wybiegać.

Z jednej strony mamy tutaj wątek katolicki, który miesza się z niewyjaśnioną magią pod postacią kocich matek, szarlatana, w którego wierzy całe miasto, wygrzebywane kości, wszechobecną biedę i mocne poczucie krzywdy. Czytając doświadczałam masę emocji – czasem śmiech, uśmiech politowania, odrazę, czy złość. Bardzo dużo bohaterów, wiele wątków i te wszystkie kryminalne momenty bardzo skojarzyły mi się z niektórymi książkami Chmielewskiej – choć tutaj język jest ładniejszy, bardziej poetycki, poważny, Bator operuje różnymi środkami, żeby oddać istotę dialogów, dopasowuje język do bohaterów (nie podobał mi się jednak wątek rozmów z chatu – nic nie wnosząca do tekstu nuda).

Książka ta to taka opowieść o walce dobra ze złem, rzeczywistość w Wałbrzychu miesza się z fantazją, a przygotowując się do walki trzeba być gotowym na poniesienie klęski i ofiary. Refleksja, jaka nasuwa mi się po tej lekturze jest taka, że nie ma skutecznego antidotum na zło, smutek i brzydotę, ale rzeczy te ubrane w piękne słowa są do strawienia na kilka wieczorów.

Maureen Lee – „Matka Pearl”

Dlaczego Amy zabiła ukochanego męża i co przydarzyło się ich córeczce Pearl? Jest rok 1971. Amy wychodzi z więzienia po dwudziestu latach, które odsiedziała za zabójstwo męża. Jej córka Pearl jest już dorosła. Teraz będzie musiała się zmierzyć z tajemnicą, tak długo ukrywaną przez matkę… Dlaczego Amy zabiła? Historię jej rodziny poznajemy od roku 1939, gdy kobieta zakochała się w Barneyu. Oboje stworzyli szczęśliwy związek, a potem Barney poszedł na wojnę i wrócił całkiem odmieniony… Niezapomniana opowieść o wielkiej miłości, dramatycznych przypadkach losu i niebywałym poświęceniu stworzona przez autorkę bestsellerowej Wędrówki Marty.

352x500 To moje pierwsze spotkanie z tą poczytną angielską autorką, choć zaliczyłam już niezły falstart, bo miałam w ręku jej „Wrześniowe dziewczynki”, które odłożyłam na półkę. Teraz z pewnością do niej wrócę.

„Matka Pearl” to opowieść tocząca się w czasie wojny, opisująca wielką miłość rodziców tytułowej Pearl, a także życie zwyczajnych ludzi, którzy musieli zmierzyć się z wojną oraz konsekwencje tych zdarzeń na początku lat 70-tych, kiedy matka Pearl wychodzi z więzienia po zabiciu męża, a życie wszystkich podporządkowane jest temu wydarzeniu.

Ta historia wcale nie jest przewidywalna! Kiedy już, już miałam wrażenie, że załapałam, o co w tym wszystkim chodzi, okazywało się, że historia potoczyła się całkiem inaczej. W czasie czytania miałam wrażenie, że czytam jedną z powieści Fannie Flag – to samo ciepło i gawędziarstwo, choć umiejscowione w zimnej Anglii, a nie na amerykańskim Południu.

To wrażenie popsuła jednak końcówka – kiedy opadły już emocje i minął kulminacyjny moment, okazało się, że życie wszystkich bohaterów, a nawet sąsiadów, potoczyło się tak sielskim torem, jak to tylko możliwe. Możliwe, że rekompensując im wcześniejsze wydarzenia.

Dobrze się  jednak w takiej powieści od czasu do czasu zanurzyć.

Herman Koch – „Kolacja”

Reading Challenge 2015 – A book you can finish in a day – Herman Koch „Kolacja”

Dwie małżeńskie pary spotykają się w ekskluzywnej restauracji na z pozoru kurtuazyjnej pogawędce przy kolacji. Do omówienia mają jednak bardzo poważny problem dotyczący ich nastoletnich synów. Gdy wystrojone kelnerki wnoszą na stół kolejne dania, a neutralne tematy niepokojąco szybko się wyczerpują, atmosfera wyraźnie się zagęszcza. Trudno przewidzieć, jaki będzie finał starcia charyzmatycznego polityka z byłym nauczycielem historii. Nie wróży to jednak wiele dobrego, gdy wieczór zaczyna się od słów „Musimy porozmawiać o naszych dzieciach”.

191875-352x500

Paul i Claire umawiają się na kolację z niezbyt lubianymi znajomymi. Tak nam się przynajmniej wydaje, bo niechęć Paula do Serge’a jest oczywista, począwszy od tego, że ten drugi jest lubianym politykiem, który już za siedem miesięcy może zostać premierem, przez pretensjonalny wybór drogiej restauracji, w której na rezerwację czeka się długo (ale oni nie muszą, tak lubiany jest Serge), degustowanie drogich win czy adoptowanie chłopca z Burkina Faso.

Okazuje się, że Paul to młodszy brat Serge’a, który pamięta, że ten w młodości opijał się colą, jest seksistowską świnią, nie ma manier i nie potrafi się zachować przy stole.

Rodzina spotyka się na kolacji, bo podyskutować o swoich dzieciach, zanim się to jednak stanie narrator prowadzi nas przez szereg wydarzeń, które doprowadziły ich do tego miejsca. Tym narratorem jest Paul, równy gość, którego lubimy i którego chcemy poklepać po plecach. Zmienia się to jednak w czasie lektury, bo okazuje się, że nie tylko Serge wzbudza irytację i nienawiść u swego brata.

Jaka jest przyczyna agresywnych zachowań Paula? Co zrobili ich synowie i jaką rolę pełnił w tym adoptowany kuzyn z Burkina Faso? Do czego można się posunąć dla rodzinnego szczęścia i utrzymania swojego publicznego wizerunku?

Jest to powieść psychologiczna, majstersztyk, który czyta się jak najlepszy thriller, po części satyra na holenderskie elity społeczne, stawia także ważne pytania moralne i pozostawia je bez odpowiedzi. Nie sposób nie porównać jej do „Rzezi” Polańskiego.