José Saramago – „Podwojenie”

Pewien mężczyzna, rozwodnik i nauczyciel historii, jest znudzony życiem. Sam o sobie mówi, że cierpi na depresję, że nauczanie jest marszem w miejscu, że nie pamięta, dlaczego się ożenił, i że woli nie pamiętać, dlaczego się rozwiódł. Pewnej bezsennej nocy, kiedy ogląda film, widzi siebie jako jednego z grających w nim aktorów. Jego depresja pogłębia się, a życie zaczyna się toczyć podwójnym torem. Doprowadza to do zaskakujących wydarzeń i całkowitej zmiany dotychczasowej szarej egzystencji.

podwojenie-b-iext3752459 Jakiś czas temu natrafiłam na trailer do filmu „Wróg” z Jakiem Gyllenhaalem w roli głównej. Mroczny, z ciekawą fabułą, na podstawie powieści. Świetnie złożyło się, że autorem jest portugalski noblista – jakiś czas temu postanowiłam wzbogacić swoje literackie doznania czytając nagrodzone powieści lub autorów.  Książka długo czekała w kolejce i oto! W końcu nadszedł jej czas.

Szybko okazuje się, że film jest tylko luźno powiązany z książką. Znacząca zmiana to imię i nazwisko bohatera – Tertulian Maksym Alfons. Jego dane powtórzone były tyle razy, że wyryły mi się w pamięć.. Nie jest to jednak zbyt filmowe i chwytliwe nazwisko.

Poznajemy bohatera, który albo jest lekko autystyczny albo ma głęboką depresję. Jego zachowanie jest planowane i metodyczne. Nawet spontaniczne pomysły musi najpierw przeanalizować, czyli chcąc-nie chcąc, nie są one już spontaniczne. Widząc jego stan pomoc zaoferował nauczyciel matematyki, czyli kolega z pracy. Bohater jest bowiem nauczycielem historii, nudnym i typowym. Ów kolega poleca mu odmóżdżający film. Wśród występujących aktorów ze zdumieniem zauważa.. siebie.

Myślałby kto, że akcja przyśpieszy.. Otóż nie! Tertulian wypożycza milion kaset wideo, ogląda je (znowu metodycznie!), analizuje i próbuje poznać tożsamość aktora. A i dalej akcja nie toczy się gładko – odnajduje go, spotykają się i jego osobliwy bliźniak wpada na szaleńczy plan, aby zamienili się na jeden dzień. Tertulian nie jest zachwycony, ale zgadza się, gdyż jest tchórzem i człowiekiem bez większego charakteru, a Antonio – rzeczony bliźniak – jest postacią dominującą. Następne wydarzenia są tragiczne w skutkach.

Pomysł na fabułę świetny, choć streścić go mogłabym w jednym akapicie. Powieść się snuje. Nie pomaga sposób jej napisania – styl Saramago to długie (czasem na całą stronę!) zdania, brak interpunkcja lub losowe jej zastosowanie, brak dialogów lub wplecenie ich w zdanie, co dało efekt „strumienia świadomości”. Nawet czytając uważnie nie wiedziałam, czy dialogi to myśli bohatera, czy rzeczywista rozmowa. Trafne przemyślenia giną w gąszczu narracji.

W planach miałam jeszcze zekranizowane „Miasto ślepców”, ale chyba sobie odpuszczę.

Magdalena Tulli – „Włoskie szpilki”

„Włoskie szpilki” to zbiór krótkich opowiadań Magdaleny Tulli, z akcją rozgrywającą się w powojennej Polsce. Autorka wraca w nich pamięcią do swoich polsko-włoskich korzeni. Matka pisarki ocalała z Auschwitz, ojciec był Włochem. Nietypowy układ rodzinny sprawił, że lata szkolne ich córki naznaczone były traumą wyobcowania z grupy rówieśniczej, a także – o zgrozo – całkowitym brakiem empatii ze strony rygorystycznych nauczycieli.

352x500 Książka ta jest niezwykłym, mocno autobiograficznym zapisem życia w dwóch różnych światach – polskim i włoskim, o bardzo trudnym dorastaniu, o rozmytej dorosłości, o odrzuceniu, próbie dostosowania się do niezrozumianej rzeczywistości.

Składa się z kilku opowiadań, napisane są pięknym językiem, opisane doświadczenia są bardzo bolesne i niejednokrotnie roniłam łzę. Jest napisana specyficznie, należy czytać uważnie, żeby zrozumieć, czy autorka mówi o sobie, o matce czy o koleżance z klasy. Serce ściska się z żalu, że 10 letnia dziewczynka mogła doświadczyć takiego odrzucenia i zaniedbania, głównie ze strony pięknej i wyniosłej matki.

Opisywane problemy mogą wydać się oklepane, czytane wielokrotnie – skomplikowana więź z toksyczną matką, tutaj – z byłą więźniarką z Auschwitz, która straciła całą rodzinę, nie potrafi jednak pokochać nowej. Ojciec, jakby nieobecny, autorka wstydziła się swojego nazwiska, które przysparzało jej kłopotów w szkole. Trauma szkolna, czyli problemy z nauką, odtrącenie, niedostosowanie społeczne. W końcu wyraźny kontrast między szarą, smutną Polską, a kolorowymi Włochami. Utkwiła mi w pamięci ta różnica – brak śmietanki do kawy, a bombardowanie w pierwszych dniach wojny. W książce przedstawiony jest także Marzec 1968 oraz antyżydowskie działania PRL.

Opowiadania nie są chronologiczne, zabiegi stosowane przez autorkę sugerują, że to może być czyjakolwiek historia. Podkreśla umowność zdarzeń, miejsc, a nawet imiona bohaterów – niech to będzie Małgorzata, Karolina, nazwijmy to miejsce Mediolanem.

Zwracają na siebie uwagę pewne przedmioty – włoskie szpilki, które nosiła matka bohaterki, ich stukot słyszalny, gdy oddalała się od córki. Włoski leksykon, przewijający się we wspomnieniach i łączący ją z tym drugim światem; klucz, którego zawsze zapominała i błąkała się po ulicach, nie mogąc wejść do domu czy w końcu pogryzione kasztany, które wysypywały się z tornistra i były jedną z wielu przyczyn upokarzania przez kolegów i nauczycieli.

Magdalena Tulli pokazuje bezradność, osamotnienie i ból dziecka, które mierzy się z wrogą rzeczywistością, choć nie wie, co jest tej wrogości przyczynkiem. Rzeczywistość jest okrutna, bo prawdziwa. Powojenna, smutna Polska przegrywała sromotnie z pięknym, kolorowym Zachodem.

Jak wiadomo z podręczników fizyki, żadna forma energii nie znika bez śladu, co najwyżej zmienia formę, czasami po drodze przewracając to i owo. Energia przemocy przekształciła się w błądzącą bez celu i kierunku energię cierpienia, żalu i nienawiści.

Za „Włoskie szpilki” autorka otrzymała Nagrodę Literacką Gdyni, Nagrodę Literacką Gryfia, znalazła się także w gronie nominowanych do Nagrody Literackiej Nike oraz Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. W uzasadnieniu werdyktu przewodnicząca jury nagrody Gryfia Inga Iwasiów powiedziała:

Przyznajemy Gryfię Magdalenie Tulli, ponieważ „Włoskie szpilki” bolą. Ból, który doznaje ich bohaterka, 10-letnia dziewczynka uwalnia coś w nas czytelniczkach i czytelnikach. Plamy zapomnianych, zepchniętych na dno pamięci chwil z dzieciństwa, gdy nie udawało nam się gładko wypełniać zadań stawianych przez świat. Ich najpierw odczuciu, a potem zabliźnianiu pomóc może ta najlepsza literatura.

Pat Conroy – „Książę przypływów”

Wstrząsająca historia dorastającego rodzeństwa, naznaczonego piętnem okrutnych wydarzeń z dzieciństwa. Opowieść o przeszłości staje się drogą dotarcia do samego siebie, do prawdy, a jednocześnie drogą ocalenia. Na podstawie książki nakręcono film z Barbrą Streisand i Nikiem Nolte w rolach głównych.

352x500 (27) Savannah Wingo, nowojorska poetka pochodząca z Południa, kolejny raz próbuje odebrać sobie życie. Na ratunek przybywa jej brat bliźniak Tom, który razem z psychiatrą zajmującym się przypadkiem jego siostry – Susan Lowenstein, próbuje odpowiedzieć na pytanie, co skłoniło ją do tak drastycznych środków.

Tom, prosty syn poławiacza krewetek, opowiada historię ich bolesnego dzieciństwa, a sesje z dr Lowenstein zaczynają wykraczać poza gabinet lekarski. W moim odczuciu ich relacja nie jest zbyt istotna. Niektóre wydarzenia opisane jak typowy obrazek dysfunkcyjnej rodziny – bijący ojciec i bierna matka. Inne zaś są szokujące, ale mało prawdopodobne – ucieczka trzech więźni i masakra dokonana przez tygrysa, bunt ich brata, Luke’a, przeciwko przesiedleniu miasteczka..

Negatywną postacią była dla mnie ich matka – piękna, manipulująca dziećmi, nie szukająca pomocy, dbająca tylko o pozory i własną opinię w miasteczku (brak specjalistycznej pomocy dla chorej psychicznie córki, nie zgłoszenie zabójstwa i gwałtu). Miałam wrażenie, że wyszła na tym jednak najlepiej, dopięła swego drugim małżeństwem.

Najlepszą rzeczą w tej książce jest jej język. Pełno poetyckich metafor, plastyczny i zwykłą rozmowę zamieniający w niezwykłą dyskusję.

Momentami wzrusza, porusza, wkurza, nudzi, ale i zmusza do przemyśleń, bawi swym poczuciem humoru. Ciekawa wyprawa na amerykańskie Południe.

Emil Zola – „Nana”

Nana – dziewiąty tom cyklu Rougon-Macquartowie, opublikowany w 1880, poświęcony losom Anny Coupeau zwanej Naną. Jedna z najbardziej znanych części cyklu, studium życia prostytutki, a zarazem obraz średnich i wyższych sfer Paryża czasów II Cesarstwa. Wg słów autora „poemat samczych pożądań”

352x500 (26)

Czytało mi się ciężko. Podobał mi się język powieści i tylko to. Nie lubię takiej tematyki, opowieść o naiwnej kurwie i zepsutym społeczeństwie zmieściłaby się z powodzeniem w nowelce.

Scott Mariani – „Skarb heretyka”

Były żołnierz elitarnego pułku SAS, Ben Hope, odbiera telefon od pułkownika Harryego Paxtona z dramatyczną prośbą. W Kairze zamordowano brytyjskiego egiptologa, Morgana Paxtona, a pułkownik chce, by Ben znalazł zabójców jego syna.
Ben nie może odmówić człowiekowi, który kiedyś uratował mu życie, waha się jednak, gdy słyszy, że pułkownik żąda zemsty na mordercach Morgana. Zadanie komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Ben zakochuje się w młodej żonie Paxtona, Zarze.
Podczas pościgu za zabójcami Ben odkrywa, że wiele spraw związanych z jego misją opiera się na oszustwie i grze pozorów. Akcja powieści prowadzi z Europy na brzeg Nilu, a jej moment kulminacyjny rozgrywa się na bezdrożach sudańskiej pustyni.
Na końcu przebytej drogi czeka bezcenny skarb, ukryty przed faraonem heretykiem, Akhenatenem. Pokusa zdobycia go jest tak wielka, że niektórzy nie cofną się przed niczym – nawet przed morderstwem.

352x500 (25) Opis książki brzmiał dość ciekawie, jeśli lubi się takie sensacyjne powieści. Całość jednak mnie rozczarowała. Bohater jest szlachetny, posiada stalowy kręgosłup moralny, jest byłym żołnierzem elitarnego pułku, a jednocześnie zakochuje się w kobiecie, którą widział 3 minuty i jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Powieść nie ma w sobie zbyt wiele realizmu, bohater przemierza świat tak, jakby się teleportował, nie dla niego czekanie na samolot, który odlatuje zawsze sekundę później, gdy bohater dowiaduje się, że musi się udać w świat. Czyta się szybko, bo język jest prosty, jest to jednak nieudana podróba Dana Browna wymieszana z filmami z Jean-Claude Van Dammem i Stevenem Seagalem. Dla mnie gniot.